5
No ja naprawdę nie wiem czemu to nie działa!!
Normalnie chudłabym sobie w bardzo fajnym tempie!
Wszystko robię tak jak trzeba.
To znaczy nie katuję się ani żadne takie, bo wpadnie i kostka czekolady i jakieś pyszne ciastko, ale po pierwsze – w ramach limitu kalorii, a po drugie – nie tak znowu często.
A ruszam się też całkiem sporo – w tym tygodniu 3x aerobik i raz kijki.
Piję dużo.
Nie jadam wieczorami.
Chleb tylko na śniadanie, przed treningiem węglowodany, po treningu białko. Codziennie porcja owoców i porcja lub więcej warzyw.
Chyba wszystko robię zgodnie z arkanami sztuki – prawda??
Więc czemu nie chudnę??
Czyżby nadal odbijał się na mnie romans z Panem D.??
A może macie jakieś rady, jak podkręcić metabolizm na wiosnę??

2

W sobotnie popołudnie, w w zakupowym szale, wstąpiłam do Outletu. Zgarnęłam z wieszaków wszystkie spodnie w rozmiarze 42 jakie mieli. Oglądając zdobycze troszkę zaniepokoiła mnie długość rozporka, ale twardo MIERZĘ!!. Jasne biodróweczki, o dziwo nie zatrzymały się w połowie ud, wjechały na tyłek bez oporu, zapięłam guzik, zapięłam zamek… no niby pasują. Obracam swą osobę w jedną stronę, obracam w drugą, oglądam jasne cudo w lustrze, z metki śmieje się do mnie 39 PLN… no niby cacy! Ale jedno okropnie, potwornie nie gra!! A właściwie dwie!!

Po pierwsze rowek międzypośladkowy jakoś niebezpiecznie wychyla się zza spodni. Wiem, że teraz sporo dziewcząt takowym… nazwijmy to… chwali się, ale ja stanowczo to tej grupy nie należę. Po drugie – JAK KOMUKOLWIEK MOŻE BYĆ W TAKICH SPODNIACH WYGODNIE!!??!!?? Przecież ja bym chyba szelki musiała nosić, żeby ich co chwilę nie podciągać!!

Na tej pierwszej parze przymiarki się skończyły, bo przyjrzawszy się bliżej pozostałym rozporkom, stwierdziłam, że ich rozmiary są zbliżone. Nasze prababcie przewracają się chyba w grobach – tak dzielnie walczyły o prawo kobiet do noszenia spodni, do swobody, do wygody… a my wbijamy się w BIODRÓWKI!! Już bym chyba turniurę wolała!!


2

Nie chcę generalizować, ale wydaje mi się, że kobiece nastroje są zdecydowanie bardziej zmienne niż męskie. Moje własne wahania humoru są jeszcze większe niż przeciętnej przedstawicielki naszej płci. Specyficzne połączenie temperamentu choleryka i melancholika, sprawia, że potrafię w ciągu doby przejść kilkakrotnie od spokoju, przez furię, do rozpaczy. Oczywiście dorośli ludzie umieją panować nad emocjami, a jako, że nastoletnie lata już dawno za mną, usilnie pracuję nad tym, aby zachowywać się jak poważna kobieta, a nie rozhisteryzowany podlotek. Gdy ktoś ma takie skłonności do robienia „dramatów” jak ja, musi się bardzo pilnować, żeby z każdej igły nie wyszły widły. A wiadomo, że w prawdziwym życiu takich igiełek znajdujesz codziennie wiele.

Chwilowy nastrój przekłada się często na postrzeganie całego mojego świata. Poważna kobieta, jaką staram się być, widzi, że ma prawdziwe szczęście: fajny i przystojny mąż, dwa auta, dwa koty, praca, w której regularnie wypłacają pensję, zdrowi rodzice i brat. W chwilach złości ten sielankowy obrazek zmienia się w irytującego i samolubnego męża, dwa koty, które w każdy weekend budzą Cię zbyt wcześnie, pracę tak mało ambitną, że 5 lat studiów można właściwie wrzucić do kosza na śmieci, rodziców, którzy pomimo siły wieku stają się bardzo absorbujący i egoistycznego, leniwego brata. W chwilach rozpaczy natomiast wracam pamięcią do swoich marzeń sprzed 10 lat i widzę jak niewiele z nich się spełniło. Na dodatek te, które się spełniły wymagały i cały czas wymagają wiele pracy. Czasem zbyt wiele!

Ponieważ w chwili gdy piszę te słowa, jestem spokojną, dorosłą kobietą, wiem, że narzekanie w mojej sytuacji byłoby grzechem. Nie wszystko układa się po mojej myśli, ale nie nad wszystkim w życiu możesz mieć kontrolę. Nie zmienię, ani nie przyspieszę niektórych rzeczy. Inne jednak mogę!! A nie zmieniam!!

Do tego właściwie miała sprowadzać się refleksja z dzisiejszego wpisu. Jakość codziennego życia waha się gdzieś między przeciętnością a beznadzieją i niewiele można zrobić, aby wynieść je (życie) na nadzwyczajność. Ale przecież w jakimś stopniu, może niewielkim, ale jednak, możemy kreować swój świat!! A tymczasem dalej tkwimy w stagnacji, narzekając zamiast działać!! JA NARZEKAM ZAMIAST DZIAŁAĆ!! Patrzę w lustro i płaczę zamiast zacząć działać!!

Podjęcie nowej pracy to poważna decyzja i duża zmiana!! Dobre funkcjonowanie małżeństwa to ciężka harówka!! Moje codzienne życie z rodzicami i bratem to ciężka umiejętność „odpuszczenia”, w imię świętego spokoju i życzliwej atmosfery!! Zdecydowanie się na budowę domu to uwikłanie się na dekady, w pętle kredytów hipotecznych!! ILEŻ TO WSZYSTKO WYMAGA PRACY I POŚWIĘCEN!!!! Z tej perspektywy, otwarcie lodówki i sięgnięcie po jogurt, zamiast po kawałek tortu z niedzielnej imprezy wydaje się decyzją najłatwiejszą, najprostszą, najmniej problematyczną i nie wymagającą praktycznie żadnego wysiłku.

No właśnie… wydaje się!!


2

Waga stoi jak zaczarowana, lekko powyżej 75 kilogramów. Co dziwniejsze, jedyne wahnięcie w dół odnotowała w niedzielę rano po imieninowym szaleństwie u babci mojego męża. Nawcinałam się tortu, cista, kiełbasek, sałatek i waga poleciała w dół! Bądź tu mądry!!

Byłam w kinie na „Jak się pozbyć cellulitu”. Dawno nie widziałam tak głupiego filmu!! Dawno też nie widziałam filmu o tak udziwnionym i zakręconym scenariuszu! W filmie „upchnięto” wysysanie krwi z kobiet i przerabianie ich na krem, tajne bractwo namawiające do rytualnych mordów, wystawę muzealną prezentującą narzędzia z tortur z całego świata, wysyłanie mięsa (raz zwierzęcego, raz ludzkiego) w powietrze za pomocą balonów meteorologicznych, palenie halucynogennych skórek z bananów, grób małpy, białoruski klasztor i kilka innych kwiatków. Przyprawiono to wszystko kilkoma niezłymi hasełkami rodem z „Lejdis” i był to jedyny znośny element filmu. Podsumowując – nie mogę uwierzyć, że ktoś wykłada pieniądze na kręcenie czegoś takiego!!


2

Mało znam osób, które zabrały się za odchudzanie i bez potknięć doszły do zamierzonego celu. Jednakże dwie z nich to osoby mi najbliższe: Mój mąż, już prawie 4 lata temu, zrzucił 30 kilogramów i pięknie trzyma wagę do dziś – a chyba od zawsze był troszkę grubszy. Moja mama dzielnie walczy z Dukanem – zgubiła także 30 kilogramów i jest teraz w fazie stabilizacji – czy efekty będą trwałe – to się jeszcze okaże, ale gorąco jej tego życzę.

Natomiast ja… no cóż… nawet nie zliczę ile razy byłam w tym miejscu co teraz… czyli zaczynałam od nowa. No – może niezupełnie od nowa, ale wracam po odzyskaniu 5 kilogramów. Nie będę się tu nad sobą roztkliwiać, obiecywać, że to ostatni raz, bo niejeden grubasek tak robił i wyszły z tego przysłowiowe „nici”. Po prostu wracam na dobrą drogę. Trochę ruchu i sałatek jeszcze nikomu nie zaszkodziło, nawet jeśli lawinowego spadku z tego nie będzie.

W między czasie, muszą się przyznać, miałam krótki romansik z Dukanem, który skończył się dla mnie katastrofą. Namówić dałam się mamie, która pięknie na Dukanie chudła. I choć jedyną dietą, w jaką kiedykolwiek wierzyłam było MŻ, to zachęcona sukcesami mamy, dałam się skusić na proteinowy hit. Efektem były napady wilczego głodu i kompulsy, które nigdy wcześniej mi się nie zdarzały. Co gorsza – były to kompulsy słodyczowe – chłonęłam je na kilogramy. Cała moja przemiana materii stanęła na głowie i do teraz do siebie nie doszła. Choć całkiem nieźle trzymam dietę w ostatnich tygodniach i dużo się ruszam – waga stoi pomiędzy 75 a 76 kilogramem.

Po wszystkich dietetycznych przebojach, wracam to starego, sprawdzonego przepisu – 5 posiłków dziennie i minimum 4 dawki ruchu w tygodniu. Obecnie ćwiczę głównie na siłowni – trening aerobowy przeplatam z siłowym. Zainteresowałam się też Nordic Walkingiem, który bardzo mi się podoba. Jestem już po pierwszym instruktażu z trenerem, bo okazuje się, że pomaszerować z kijkami może każdy, ale uprawiać prawdziwy Nordic Walking nie jest już tak prosto.

Mam nadzieję przywitać wiosnę z pierwszymi sukcesami na koncie. A potem?? Potem będzie rower, słońce i waga poleci w dół lawinowo!! No taką mam, w każdym bądź razie, nadzieję.

Aha – i jeszcze jedno postanowienie – zadbać o mój blog na Superlinii.


1

Kończy się właśnie jeden z najcięższych tygodni tego roku. Mam włączony szósty bieg i tak mknę przez kolejne dni próbując jakoś ogarnąć półtorej pracy, jako takie prowadzenie domu, odchudzanie i zobowiązania towarzyskie. Co do tych ostatnich to jestem właśnie na etapie, kiedy chcę je jak najszybciej “zaliczyć” (bo wypada, bo nie chcę komuś sprawić przykrości, bo w najbliższym czasie nie będzie już okazji) i szybko wrócić do siebie, żeby odetchnąć jeszcze na swojej osobistej kanapie. Gdyby mi pozwolić siedzieć na niej przez najbliższe kilka dni, zostawić książkę i pilota do telewizora, to byłabym najszczęśliwszą osobą na świecie.

Czytaj dalej »


0

Witajcie kochani,

Piszę do Was w o niebo lepszym humorze niż ostatnio. Słonko już od kilku dni świeci nam wesoło, buźka i ramiona złapały nawet trochę opalenizny, cały brak snu został odespany, zaległości w sportach odrobione… Krótko mówiąc… uwielbiam długie weekendy!!! Szkoda, że nie są jeszcze dłuższe .

Czytaj dalej »


0

No cóż… przechodzę właśnie najpowolniejszy Restart w historii mojego odchudzania. Przez dwa ostatnie dni… pobierałam aktualizacje… lub inaczej… szukałam inspiracji. Uzbrojona w najnowszy numer “Superlinii”, umówiona na spotkania towarzyskie z innymi znajomymi odchudzaczkami musiałam temat przegadać, przemyśleć i przeczytać. Słodycze ograniczam powoli, żeby nie wprowadzić organizmu w syndrom odstawienia.

Czytaj dalej »


1

Restart – czyli rozpoczęcie od nowa – to bardzo przydatna operacja. Także w odchudzaniu. Aby jednak przynosił nam korzyści należy pamiętać o kilku ważnych zasadach jego przeprowadzania.

Czytaj dalej »


1

Zakładając bloga i pisząc pierwszy wpis nie spodziewałam się takiego… wyhamowania! Moje odchudzanie stoi!! Nie mam się czym chwalić!!

Zaczęłam nową pracę, która wiąże się z dojazdami, wcześniejszym wstawaniem, nowymi porami posiłków i późnymi obiadami. Zaprogramowany przez ostatnie 10 miesięcy organizm zaczął wariować. Do tej pory sam, regularnie co 3 godziny, upominał się o posiłek – delikatne ssanie w brzuszku zwiastowało zbliżającą się porę na przekąskę.

Czytaj dalej »