Zakładając bloga i pisząc pierwszy wpis nie spodziewałam się takiego… wyhamowania! Moje odchudzanie stoi!! Nie mam się czym chwalić!!
Zaczęłam nową pracę, która wiąże się z dojazdami, wcześniejszym wstawaniem, nowymi porami posiłków i późnymi obiadami. Zaprogramowany przez ostatnie 10 miesięcy organizm zaczął wariować. Do tej pory sam, regularnie co 3 godziny, upominał się o posiłek – delikatne ssanie w brzuszku zwiastowało zbliżającą się porę na przekąskę. Teraz jestem co chwilę głodna, po to żeby po zjedzeniu jabłka czuć się “napchaną”, a za chwilę znowu głodną. Zmęczona wczesnym wstawaniem, wracająca do domu kilka godzin później niż do tej pory – nie mam sił i energii na ćwiczenia. Stres pierwszych dni w pracy też mi nie pomaga, bo ja od zawsze zajadałam stres słodyczami. A do tego od dwóch tygodni cały czas pada – ani na spacer nie można pójść, ani na rower!!
Czynniki zewnętrzne sprzysięgły się przeciwko mojemu odchudzaniu!! Na razie biorę je na przetrzymanie – wszystko musi się przyzwyczaić do nowej sytuacji i uregulować!! Dobrze przynajmniej, że nie tyję!!
Z bardziej pozytywnych spraw. Wczoraj byłam na zakupach ciuchowych i wciąż nie mogę się przyzwyczaić, że w sklepach są moje rozmiary!! Jakie to wspaniałe uczucie kupować rzeczy, które ci się podobają, a nie te największe!!
Kilka razy wzięłam nawet do przymierzalni ubrania za duże – straciłam wyczucie swojego ciała – patrzę na coś i nie czuję czy będzie dobre czy nie. Zabieram do przymierzalni rzeczy w dwóch albo nawet trzech rozmiarach. Ale co tam… najważniejsze, że wchodzę w końcu w to co mają w sklepach!!

16 May, 10:11 pm
Hehe wiesz, że ja też czasami biorę do przymierzalni wciąż za duże rzeczy? Zawsze XL, a teraz zazwyczaj biorę L i wymieniam na M…
Wspaniałe uczucie!
Pogoda też mnie dobija. Po prostu człowiekowi się nie chce… pamiętam dokładnie, że rok temu o tej porze śmigałam w parku na rolkach, wychodziłam na spacery wieczorami… a teraz nic! Koszmar!
Pozdrawiam i zapraszam do siebie,
B.