2

Mało znam osób, które zabrały się za odchudzanie i bez potknięć doszły do zamierzonego celu. Jednakże dwie z nich to osoby mi najbliższe: Mój mąż, już prawie 4 lata temu, zrzucił 30 kilogramów i pięknie trzyma wagę do dziś – a chyba od zawsze był troszkę grubszy. Moja mama dzielnie walczy z Dukanem – zgubiła także 30 kilogramów i jest teraz w fazie stabilizacji – czy efekty będą trwałe – to się jeszcze okaże, ale gorąco jej tego życzę.

Natomiast ja… no cóż… nawet nie zliczę ile razy byłam w tym miejscu co teraz… czyli zaczynałam od nowa. No – może niezupełnie od nowa, ale wracam po odzyskaniu 5 kilogramów. Nie będę się tu nad sobą roztkliwiać, obiecywać, że to ostatni raz, bo niejeden grubasek tak robił i wyszły z tego przysłowiowe „nici”. Po prostu wracam na dobrą drogę. Trochę ruchu i sałatek jeszcze nikomu nie zaszkodziło, nawet jeśli lawinowego spadku z tego nie będzie.

W między czasie, muszą się przyznać, miałam krótki romansik z Dukanem, który skończył się dla mnie katastrofą. Namówić dałam się mamie, która pięknie na Dukanie chudła. I choć jedyną dietą, w jaką kiedykolwiek wierzyłam było MŻ, to zachęcona sukcesami mamy, dałam się skusić na proteinowy hit. Efektem były napady wilczego głodu i kompulsy, które nigdy wcześniej mi się nie zdarzały. Co gorsza – były to kompulsy słodyczowe – chłonęłam je na kilogramy. Cała moja przemiana materii stanęła na głowie i do teraz do siebie nie doszła. Choć całkiem nieźle trzymam dietę w ostatnich tygodniach i dużo się ruszam – waga stoi pomiędzy 75 a 76 kilogramem.

Po wszystkich dietetycznych przebojach, wracam to starego, sprawdzonego przepisu – 5 posiłków dziennie i minimum 4 dawki ruchu w tygodniu. Obecnie ćwiczę głównie na siłowni – trening aerobowy przeplatam z siłowym. Zainteresowałam się też Nordic Walkingiem, który bardzo mi się podoba. Jestem już po pierwszym instruktażu z trenerem, bo okazuje się, że pomaszerować z kijkami może każdy, ale uprawiać prawdziwy Nordic Walking nie jest już tak prosto.

Mam nadzieję przywitać wiosnę z pierwszymi sukcesami na koncie. A potem?? Potem będzie rower, słońce i waga poleci w dół lawinowo!! No taką mam, w każdym bądź razie, nadzieję.

Aha – i jeszcze jedno postanowienie – zadbać o mój blog na Superlinii.


Odpowiedzi: 2 do wpisu “Jestem… znowu…”

  1. elas

    Dukan to mit i magia!!! Lubimy sztuczki magiczne, póki nas zaskakują. A odczarowanie ich prowadzi do osłabienia urokowi iluzjii. Tak też jest z Dukanem – chudniemy, bo organizm dostaje “kręćka” na całej linii. A potem puszczony do galopu organizm zaczyna się bronić, bo mu cały metabolizm staje na głowie i fizjologia goni resztkami sił.
    Główną winą jest jednostronność, która zaburza chemiczną równowagę kwas-zasada całej inżynierii i doprowadza do przeciążenia nerek, wątroby oraz serca.
    Kolejna monodieta wsparta gigantycznym marketingiem, która podbija umysły i patroszy portfele. A wydawało się, że już jesteśmy odporni na słowo “cud”:(

  2. ania

    Życzę Ci powodzenia w zgubieniu kilogramów. Dieta Duckana ma wiele wad. Sama próbowałam. Udało mi się schudnąć 16 kg, a potem wróciło sadełko. Teraz zaczęłam od nowa, ale już pod okiem dietetyka. Będę zaglądać na Twojego bloga i Cię motywować. Ania


Trackbacki/Pingbacki


Zostaw komentarz