Nie chcę generalizować, ale wydaje mi się, że kobiece nastroje są zdecydowanie bardziej zmienne niż męskie. Moje własne wahania humoru są jeszcze większe niż przeciętnej przedstawicielki naszej płci. Specyficzne połączenie temperamentu choleryka i melancholika, sprawia, że potrafię w ciągu doby przejść kilkakrotnie od spokoju, przez furię, do rozpaczy. Oczywiście dorośli ludzie umieją panować nad emocjami, a jako, że nastoletnie lata już dawno za mną, usilnie pracuję nad tym, aby zachowywać się jak poważna kobieta, a nie rozhisteryzowany podlotek. Gdy ktoś ma takie skłonności do robienia „dramatów” jak ja, musi się bardzo pilnować, żeby z każdej igły nie wyszły widły. A wiadomo, że w prawdziwym życiu takich igiełek znajdujesz codziennie wiele.
Chwilowy nastrój przekłada się często na postrzeganie całego mojego świata. Poważna kobieta, jaką staram się być, widzi, że ma prawdziwe szczęście: fajny i przystojny mąż, dwa auta, dwa koty, praca, w której regularnie wypłacają pensję, zdrowi rodzice i brat. W chwilach złości ten sielankowy obrazek zmienia się w irytującego i samolubnego męża, dwa koty, które w każdy weekend budzą Cię zbyt wcześnie, pracę tak mało ambitną, że 5 lat studiów można właściwie wrzucić do kosza na śmieci, rodziców, którzy pomimo siły wieku stają się bardzo absorbujący i egoistycznego, leniwego brata. W chwilach rozpaczy natomiast wracam pamięcią do swoich marzeń sprzed 10 lat i widzę jak niewiele z nich się spełniło. Na dodatek te, które się spełniły wymagały i cały czas wymagają wiele pracy. Czasem zbyt wiele!
Ponieważ w chwili gdy piszę te słowa, jestem spokojną, dorosłą kobietą, wiem, że narzekanie w mojej sytuacji byłoby grzechem. Nie wszystko układa się po mojej myśli, ale nie nad wszystkim w życiu możesz mieć kontrolę. Nie zmienię, ani nie przyspieszę niektórych rzeczy. Inne jednak mogę!! A nie zmieniam!!
Do tego właściwie miała sprowadzać się refleksja z dzisiejszego wpisu. Jakość codziennego życia waha się gdzieś między przeciętnością a beznadzieją i niewiele można zrobić, aby wynieść je (życie) na nadzwyczajność. Ale przecież w jakimś stopniu, może niewielkim, ale jednak, możemy kreować swój świat!! A tymczasem dalej tkwimy w stagnacji, narzekając zamiast działać!! JA NARZEKAM ZAMIAST DZIAŁAĆ!! Patrzę w lustro i płaczę zamiast zacząć działać!!
Podjęcie nowej pracy to poważna decyzja i duża zmiana!! Dobre funkcjonowanie małżeństwa to ciężka harówka!! Moje codzienne życie z rodzicami i bratem to ciężka umiejętność „odpuszczenia”, w imię świętego spokoju i życzliwej atmosfery!! Zdecydowanie się na budowę domu to uwikłanie się na dekady, w pętle kredytów hipotecznych!! ILEŻ TO WSZYSTKO WYMAGA PRACY I POŚWIĘCEN!!!! Z tej perspektywy, otwarcie lodówki i sięgnięcie po jogurt, zamiast po kawałek tortu z niedzielnej imprezy wydaje się decyzją najłatwiejszą, najprostszą, najmniej problematyczną i nie wymagającą praktycznie żadnego wysiłku.
No właśnie… wydaje się!!

23 February, 12:08 am
Masz rację, że różne sprawy, osoby wyglądają zupełnie inaczej gdy patrzymy na nie przez pryzmat naszych nastrojów. Sama często zachowuję się jak dziecko, gdy oszukuję siebie, że ten malutki kawałek ciasta lub rządek czekoladki mi nie zaszkodzi.:-)
23 February, 8:28 pm
Aneczka! Nie mam chłopaka! hehe
Też miewam huśtawki nastrojów… od chwil pełnych uśmiechu i tryskających optymizmem po przepłakane noce… zdarza się.
Wierzę, że Ci się uda!
I dziewczyny macie rację, uwielbiam sobie wmawiać, że ‘ten kawałek czekolady lub ciasta to dla mojego zdrowia! Przecież to jest zdrowe!!’